Upadek reżimu Salazara:…

Upadek reżimu Salazara:

Każdy faszystowski reżim miał swoją specyfikę. Portugalski wyróżniał się tym, że był najbardziej „demokratyczny”. Salazar formalnie był tylko premierem – przez 36 lat. Miał prezydenta, który mógł go odwołać. Prezydenci się zmieniali, ale żaden tego nie zrobił, bo Salazar był ich nieformalnym szefem jako prezes Unii Narodowej, jedynej legalnej partii politycznej w kraju. I pokornie podpisywali wszystkie dokumenty tak, jak im pan prezes kazał.

Znaczna część społeczeństwa wierzyła, że mieszka w najwspanialszym kraju Europy. Analfabetyzm w Portugalii jeszcze w 1968 sięgał 30 proc. Prasa była słaba i kontrolowana przez reżim, większość społeczeństwa informacje czerpała z państwowych radia i telewizji. Dzieciom w szkole pokazywano kolaż przedstawiający mapę Europy, na której do maleńkiej Portugalii doklejono Angolę, Mozambik i Gwineę. Na takiej mapie Europa jawiła się jak wschodnie peryferie.

Kolonie przedstawiano jako rajskie krainy, w których tubylcy witają przedstawicieli białej cywilizacji z pokorną radością, ciesząc się z budowanych im dróg, kanałów i linii kolejowych. W latach 60. migracje do kolonii uległy potrojeniu, gdy w dawnych koloniach francuskich czy angielskich już od dawna koloniści wędrowali w drugą stronę.

W 1968 r. wylew sprawił, że Salazar utracił władzę. Zastąpił go Marcelo Caetano, który przez pięć lat prowadził zręczną grę z opozycją. W 1969 r. pozwolił jej nawet wystartować w wyborach, ale ponieważ była skłócona, nie zdobyła ani jednego mandatu. W następnych wyborach (1973) nie startowała w ogóle.

W lipcu 1973 r. Caetano przyjechał do Londynu na czterodniową wizytę celebrującą 600-lecie sojuszu portugalsko-brytyjskiego. To miał być szczytowy moment w jego karierze – nie przypuszczał, że zostało mu już tylko dziewięć miesięcy rządów. Obalił go teolog ze Zgromadzenia Misjonarzy Afryki, zwanych Ojcami Białymi. Hastings był naocznym świadkiem masakry kilkuset (szacunki wahają się od 100 do 600) bezbronnych wieśniaków opodal miasta Tete w Mozambiku.

Nazwa „masakra w Wiriyamu” jest uproszczona, to tylko jedna z pięciu wiosek poddanych pacyfikacji. Żołnierze podejrzewali wieśniaków o ukrywanie bojowników z partyzantki FRELIMO. Postanowili wymordować całe wioski, żeby „dać nauczkę” pozostałym.

Nie robili tego po raz pierwszy, byli przygotowani. Owinęli sobie twarze bandanami „nasączonymi old spice’em”, żeby nie przeszkadzał im smród masakry.

Reportaż Hastingsa ukazał się tuż przed przyjazdem Caetano. Zamiast kurtuazyjnych rozmów o odwiecznej przyjaźni spotykały go dociekliwe pytania brytyjskich dziennikarzy. Obiecał im wyjaśnienie sprawy przez specjalną komisję śledczą.

Armia początkowo wszystkiemu zaprzeczyła, potem się przyznała, potem znów zaprzeczyła. Nagle cała propagandowa machina reżimu się zacięła. Do Portugalczyków dotarła prawda o tym, co się dzieje w koloniach. 25 kwietnia 1974 r. młodzi żołnierze, którzy nie chcieli być wysyłani na takie masakry, przeprowadzili zamach stanu. Jego symbolem stał się symbol zachodnioeuropejskiej socjaldemokracji – czerwony goździk.

Funkcjonariuszom reżimu z premierem Caetano na czele pozwolono uciec do Brazylii w zamian za pokojowe oddanie władzy. W wyniku rewolucji armia jednostronnie wycofała się z dawnych kolonii, nie przejmując się tym, co będzie potem. Luanda, stolica Angoli, stała się miastem niczyim.

http://wyborcza.pl/7,134154,23991338,cykl-wyborczej-zawod-reporter-pisarz-w-swiecie-analfabetow.html

#historia #4konserwy #neuropa #portugalia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #afryka